Marek Drob, Billennium: Z Lublina obsługujemy naszych największych Klientów

Marek Drob, Service Delivery Director, Billennium Lublin:  Z Lublina obsługujemy naszych największych Klientów

Pochodzi Pan z okolic. Czy zawsze planował Pan swoją karierę w Lublinie?

Mówiąc szczerze nie. Studiowałem informatykę w Warszawie, byłem na stypendium w Londynie i zupełnie nie brałem pod uwagę powrotu do Lublina. Pracowałem w IBM w Warszawie i tam chciałem rozwijać swoją karierę.

Wraz z kończeniem studiów odezwał się do mnie mój kolega Grzegorz Rycaj (obecnie CTO w Billennium), który powiedział mi o nowo otwartym oddziale Billennium w Lublinie. Oddział liczył zaledwie 7 osób i mieścił się w małym mieszkaniu. Mimo to, a może właśnie dlatego, zdecydowałem się przyjąć jego ofertę i wrócić do Lublina.

Dlaczego zmienił Pan zdanie?

Wierzyłem, że zdobędę nowe doświadczenie. Miałem szansę zmienić pozycję w pracy: być nie tylko team leaderem, ale budować cały oddział, rozwijać się.

Jak wspomina Pan te początki?

Jak wróciłem okazało się, że wszyscy moi znajomi z Lublina wyjechali, z mojej klasy z liceum z 30 osób w mieście zostało pięć. Ludzie wyjeżdżali wtedy z Lublina masowo. Miasto nie oferowało wielu atrakcji, nie było nawet gdzie wypić porządnej kawy czy kupić butów do biegania.

A teraz?

Mieszkam ponownie w Lublinie od 6 lat i nie planuje się stąd nigdzie ruszać. Komfort i jakość życia tu diametralnie się podniosły. To miasto z prawdziwego zdarzenia, z ofertą kulturalno-sportową, ale bez bolączek dużych miast, takich jak korki czy duże odległości. Miasto, które jest blisko natury i nie przeszkadza w codziennym życiu.

A jeśli chodzi o początki Billennium w Lublinie?

Zmieniłem biurowiec IBM i pracę dla międzynarodowego koncernu, na pracę w mieszkaniu w Lublinie dla polskiej firmy. W 2010 rynek jeszcze raczkował. Billennium było jedną z pierwszych firm IT, która zdecydowała się sprawdzić możliwości lubelskiego rynku, traktowaliśmy to trochę jako eksperyment.

Moja praca jako lidera polegała na początku głównie na walce o to żeby ludzie stąd nie wyjeżdżali. Bo wyglądało to tak, że kształcili się w Lublinie, ale do pracy wyjeżdżali do Warszawy lub innych miast. Nawet nasz pierwszy zespół rozpadł się z tego powodu. Oni nawet nie chcieli podwyżki, po prostu chcieli wyjechać. Nie wierzyli, że w Lublinie można się rozwijać.

Co się zmieniło?

Trzeba było postawić na szkolenie ludzi od podstaw. To była długofalowa inwestycja, z efektami odłożonymi na lata. W Lublinie brakowało kompetentnych i zarazem doświadczonych pracowników, rynek był znacznie mniejszy niż teraz.

Uczelnie nie mogły zapełnić swoich kierunków. Trzeba było działać już na poziomie liceum, żeby uczniowie nie uciekali na studia poza Lublin. To był duży problem tutejszych uczelni, dlatego one bardzo chciały z nami współpracować. Były świadome problemu i zaczęły działać. Są innowacyjne i odważne, idą pod prąd, na przykład pozwoliły nam poprowadzić przedmiot przez nas zaproponowany. Ich działania zaprocentowały. Ośrodek akademicki i zaplecze w postaci studentów na kierunkach informatycznych, są w tej chwili ogromne.

Z 7 osób zrobiło się już prawie 200. Jak teraz funkcjonuje oddział Billennium w Lublinie?

Przez te 6 lat zmieniło się nasze nastawienie do Lublina. Przeszliśmy drogę od eksperymentu pt. sprawdźmy, czy są tu osoby, które coś potrafią i poszukajmy optymalizacji finansowej, do Centrum usług IT z prawdziwego zdarzenia. Teraz mamy w Lublinie wysokiej klasy specjalistów i jesteśmy w stanie robić projekty zupełnie samodzielnie. Wynagrodzenia między naszymi biurami również już się wyrównały. Nasze pomysły i wdrożenia powielane są w innych oddziałach.

Co wyróżnia Billennium na tle innych firm?

Przywiązanie pracowników do firmy. W Billennium nie szukamy ludzi „na projekt”, tylko do firmy. Takich, których będziemy rozwijać i w nich inwestować. A oni będę budować firmę z nami i mieć na nią realny wpływ. Nadal prowadzimy akademię dla studentów, a jej uczestnicy potem u nas zostają. To dla nas największy sukces.

Czy w Lublinie panuje ostra konkurencja między firmami IT?

Rynek w Lublinie jest na tyle mały, że wszyscy się tu dobrze znają, a firmy ze sobą współpracują. Owszem konkurujemy, ale tylko o pracowników, a nie o kontrakty czy Klientów, bo tych jest dużo. Nawet walka o kandydata jest kulturalna właśnie dlatego, że nie jesteśmy dla siebie anonimowi. Etyka pracy jest duża. Nie wymuszamy nigdy skracania okresu wypowiedzenia, bo nie chcielibyśmy by nas to spotkało.

Co miasto robi dla branży IT ?

Urząd Miasta dodatkowo zbliża firmy do siebie urządzając różnego typu wydarzenia jak np. śniadania biznesowe i to właśnie dzięki temu firmy IT w Lublinie współpracują ze sobą. Często podejmujemy wspólne inicjatywy, nie istnieje tu raczej pojęcie wyłączności. Działamy razem na Uczelniach, wspieramy nawzajem swoje wydarzenia. To wszystko wpływa na poziom współpracy i zachowanie kultury. Wiemy, że gramy na wspólny sukces.

Lublin wspiera start-upy czego przykładem jest Park Technologiczny. Możemy korzystać z ekosystemu szkoleń i hackatonów co jest dla bardzo ważne. Doceniamy to bo dzięki temu pomagamy naszym Klientom być innowacyjnymi i korzystać z najnowszych technologii.

Co zostało do poprawy?

Młodzi są zaangażowani i zmotywowani do pracy. Junior i pro– kandydatów na tym poziomie mamy najwięcej, za to dużo mniej seniorów, a zupełnie brak jest ludzi z naprawdę dużym doświadczeniem, tj. architektów, ekspertów ze stażem 15–20 lat. Ich szukamy w tej chwili w całej Europie. To jest wyzwanie dla nas wszystkich by tacy pracownicy byli dostępni w Lublinie. W Billennium mamy od niedawna pięciu specjalistów na poziomie ITIL Expert, w tym czterech w oddziale w Lublinie, z czego jesteśmy bardzo dumni. Takich ekspertów potrzebujemy tu więcej.

Lublin ma wciąż za mało powierzchni biurowych na tak duże potrzeby jak nasze. A te, które są, są w zupełnie nieatrakcyjnym stylu. Nie ma też doświadczonych Kierowników dużych biur, powyżej 3 000 metrów, bo takich biur tutaj jest mało.

Jak Pan widzi przyszłość Billennium w Lublinie?

Osiągnęliśmy moment, kiedy działamy zgodnie z obraną strategią. Zaczynając mieliśmy dużą swobodę i kredyt zaufania, podejmowaliśmy ryzykowne decyzje. Byliśmy naprawdę zuchwali. Teraz nie możemy tak funkcjonować.

Na początku robiliśmy rzeczy, których nikt nie chciał robić, jak np. nocny support. Pierwsze zlecenia jakie otrzymywaliśmy były na usługi w godz. 22:00 – 6:00. Byliśmy jedynymi, którzy się na to zgodzili i byli wstanie dostarczyć oczekiwaną jakość! Teraz przejęliśmy te obszary i odpowiadamy za nie na całkiem innym poziomie, co na początku wydawało się niemożliwe. To jak się zmieniło nasze położenie obrazuje fakt, że jako oddział lubelski potrzebujemy obecnie developera do pracy w nocy … i my go zatrudniamy w Indiach, gdzie w 2017 roku otwieramy oddział Billennium!

Lublin to już nie jest dyskont, zbudowaliśmy sobie pozycję eksperta. W branży IT można obecnie pracować z każdego miejsca na ziemi, dla każdego Klienta. My z Lublina samodzielnie zarządzamy usługami dla największych naszych Klientów, świadcząc usługi dla spółek w Europie, USA czy Azji.

Piotr Masłowski, Asseco BS: Nowi gracze na rynku to dodatkowa motywacja Piotr Masłowski, Asseco BS: Nowi gracze na rynku to dodatkowa motywacja
Maciej Maniecki: W Lublinie można osiągnąć sukces Maciej Maniecki: W Lublinie można osiągnąć sukces
Mariusz Sagan, UM Lublin – Aspirujemy do pierwszej trójki Mariusz Sagan, UM Lublin – Aspirujemy do pierwszej trójki
Dobromir Piekarski: Chcemy stworzyć aplikację finansową pierwszego wyboru Dobromir Piekarski: Chcemy stworzyć aplikację finansową pierwszego wyboru
Izabela Karkocha, Kodografia: Przyszłość IT należy do kobiet Izabela Karkocha, Kodografia: Przyszłość IT należy do kobiet
Kacper Gazda, MILO: Ludzie to nie zasób, ludzie to kapitał Kacper Gazda, MILO: Ludzie to nie zasób, ludzie to kapitał